środa, 3 kwietnia 2013

                                                   ROZDZIAŁ 3


Zbiegłam po schodach jak szalona i  potknęłam się o próg. Spadłam na rękę. Bardzo mnie bolała, ale nie przejmowałam się tym i biegłam dalej na ratunek. Wyszłam już na zewnątrz i podbiegłam do Łukasza. Zapytałam czy nic mu się nie stało, ale nic nie odpowiedział. Zdjęłam motor z jego ciała i pomogłam mu wstać. Mruczał pod nosem, że strasznie go boli noga, więc oparł się o mnie,
czyli złapał się jedną ręką za moją szyję i poszliśmy do mojego domu. Położył się na moim łóżku i czekał, aż ja wrócę z kuchni, bo szukałam apteczki.

Znalazłam wodę utlenioną i szybkim krokiem poszłam do pokoju. Powiedziałam, że musi zdjąć koszulkę,
bo innego sposobu nie ma. Jak powiedziałam, to tak zrobił. Gdy już zdjął koszulkę, zobaczyłam jego umięśnione ciało i tylko na ten widok przygryzłam swoją dolną wargę. Gdy już się ocknęłam, przejrzałam jego rany na plecach. Nie wyglądało to zbyt dobrze.
Troszeczkę nalałam wodę utlenioną na te rany. Krzyczał, bo strasznie to go zapiekło. Jego noga, wciąż go bolała i okazało się, że ma zwichniętą. Chciałam, żebyśmy pojechali do szpitala z tym wszystkim, ale za każdym razem odmawiał. Okryłam go kocem i mocno wtulił się w niego. Po kilku minutach zasnął. Przyglądałam mu się jak śpi. Bardzo słodko wyglądał. Minęło parę godzin i się obudził. Na początku
nie wiedział gdzie jest, ale potem jak mnie zobaczył to wszystko mu się przypomniało.
Zaoferowałam mu ciepłą herbatę. Zagotowałam wodę i nalałam do kolorowych kubków. Siedzieliśmy obok siebie i lepiej się poznawaliśmy.
Mieliśmy dużo wspólnego. Potem oglądaliśmy razem horrory, bardzo lubiłam się bać, lecz tym razem nie wytrzymałam i wtuliłam się w Łukasza. Objął mnie i mówił, żebym się nie bała i zaczął mnie łaskotać po brzuchu. Śmiałam się i wyrywałam, aż w końcu upadłam na jego kolana. W tym momencie się źle poczuł. Powiedział, żeby jednak było by lepiej jakbyśmy razem pojechali do tego szpitala.
Więc wyłączyłam film i przypomniało mi się, że mam w domu kule. Już trochę wolniej zeszłam ze schodów na strych, bo nie chciałam, żeby się ta ostatnia sytuacja powtórzyła. Dałam Łukaszowi kule i ruszyliśmy na przystanek autobusowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz